czwartek, 4 sierpnia 2016

Rozdział 6: Ucieczka cz.1

Rozdział dedykuje Yorumi Nateko, która pisze dla mnie zamówienie, w którym się zakochałam :)

Ucieczka nie jest rozwiązaniem, ale daje trochę czasu. Przynajmniej by dowiedzieć się przed czym uciekamy. *

~°•••°~
     Dzielnica Shūryō**. Najgorsza dzielnica znajdująca się w Wiosce Piasku. Mieści się w miejscu najbardziej oddalonym od bramy głównej. Nie mają do niej wstępu turyści. Ba. Turyści nie mają prawa nawet usłyszeć o tej dzielnicy. Jest to miejsce znane tylko przez miejscowych. I najbardziej przez nich unikane. Zgromadza się tam cały najgorszy gatunek ludzi. Pijacy, dziwki, gwałciciele, rabusie, mordercy. Jedynym powodem, przez który nie są aresztowani, lub choćby zabierani do specjalnych ośrodków zajmujących się pomocą takim ludziom jest to, że tak zwany „szef” tego piekła ma haka na któregoś członka starszyzny. O haku nie wiadomo nic. Ani tego, którego z członków starszyzny dotyczy, ani tego, na czym polega, ani tego jak dużo szkód może wywołać nieposłuchanie się „szefa”. Wiadomo tylko tyle, że nie można mu się sprzeciwić.
     Przez dzielnicę Shūryō przechodzi ścieżka, która prowadzi do najrzadziej używanej bramy. Mało tego. Przechodzi przez sam jej środek, przez co nie ma żadnej żyjącej osoby, która odważyłaby się skorzystać z tego wyjścia. Nie ważne, w jakim celu, nie ważne co może przynieść w skutkach nie skorzystanie z niej. Nawet bliska śmierć jakiegokolwiek dziecka nie zmusiłaby nikogo do przejścia przez nią. Więc… Czemu ścieżką tą kroczyła właśnie złotowłosa dziewczyna o pięknych, zielonych oczach otoczonych gęstymi rzęsami?
     Do pleców nastolatki przymocowany był potężnej budowy, czarny wachlarz ozdobiony złotymi, zawijasami. Wschodzące słońce odbijało się od nich tworząc na czarnej, zdeptanej ziemi eleganckie wzory, których blask wydawał się piękniejszy od najdroższych klejnotów świata. Jej włosy spięte były w cztery charakterystyczne kucyki z tyłu głowy związane czarnymi gumkami.
     Budynki które mijała były wyniszczone, niektóre nawet zawalone. W zaułkach można było zobaczyć resztki odbywających się tam niedawno sytuacji. Gwałtów, pobić. Wszystko było brudne, na podłożu leżały puste, potłuczone butelki po sake. W oknach bloków można było zobaczyć poruszające się, wychudzone, wyniszczone ciała ludzi mieszkających tu.
     Okropieństwo.
     - Co tu robisz, panienko? – z cienia lepiej trzymającej się ruiny wyszedł wysoki, zaniedbany mężczyzna o przetłuszczonych i sięgających do połowy pleców brązowych włosach, które zwisały mu wokół twarzy w poprzyklejanych do siebie od potu pasmach. Obserwował dziewczynę dokładnie małymi, fioletowymi oczami głęboko osadzonymi w czaszce. Jego ciało okrywała brudna i podziurawiona, szara, materiałowa bluzka z długim rękawem, oraz brązowe spodnie, które nie sięgały mu do kostek. Stopy miał bose, naznaczone wieloma bliznami, jakby chodził po szkle.
     Blondynka zmarszczyła delikatnie nos, gdy doszedł do niej odór niemytego od dłuższego czasu ciała.
- To nie miejsce dla panienki. – stwierdził wyginając lekko usta w uśmiechu. Jego zęby były żółte, zniszczone i krzywe. – Może odprowadzę panienkę do domu? – zaproponował wyciągając rękę w kierunku dziewczyny. Za paznokciami miał żałobę.
- Nie, dziękuję. – odpowiedziała kulturalnie zielonooka ponawiając marsz w głąb tego piekła.
     - Jest panienka tego pewna? – zapytał mężczyzna. W jego głosie można było usłyszeć obleśny uśmiech. – To miejsce jest dość… Niebezpieczne.
- Tak. – warknęła złotowłosa. Nie lubiła nachalnych ludzi, tym bardziej jeśli byli tak bardzo… niepokojący.
- Jeśli zmieniłaby panienka zdanie, to wie panienka, gdzie może mnie znaleźć! – zawołał za nią, lecz ta zignorowała to z zaciśniętymi pięściami kierując się w stronę bramy.
     Podczas drogi była świadkiem wielu nieprzyjemnych widoków. Nie mowa tu o pobiciach czy gwałtach, morderstwach. Raczej o widoku ludzi, którzy byli na tyle odważni, lub głupi, by wychodzić o tej porze z „bezpiecznych” budynków. Większość z nich była zaniedbana, śmierdząca odchodami, brudem. Ale zdarzały się wyjątki. Wyjątki te były w jeszcze gorszym stanie.
     Dziwka kaszląca krwią i ledwo trzymająca się na nogach, które raczej przypominały kości obgryzione przez psy.
     Małe dziecko stojące obok ojca z widocznymi prawie wszystkimi kośćmi, oraz bez włosów. Jego oczy były puste, martwe.
     Oprócz tego mężczyzna, który kaszlał dziwną substancją, zdecydowanie poważnie chory.
     Przechodząc niedaleko tych ludzi czuła się źle. Jej skórę zaczynała zdobić gęsia skórka, natomiast wzrok uciekał jak najdalej od tych koszmarnych widoków.
     Mdliło ją na myśl, że takie miejsca naprawdę istniały. Mdliło ją gdy przypominała sobie, że sama jest teraz w takim miejscu. Mdliło ją na myśl, że takie miejsce znajduje się w wiosce w której się urodziła, wychowywała. Mdliło ją, gdy przypominała sobie, iż sama nie jest w stanie pomóc ludziom, którzy tu utknęli. Mdliło ją, gdy uświadamiała sobie, jak bardzo słaba jest. Gdyby tylko miała więcej odwagi, więcej siły, by chociażby wyciągnąć z tego miejsca najbardziej potrzebujących. Kiedy napotykała wzrokiem malutkie dzieci, płaczące lub zachowujące się jakby coś odebrało im wszystkie uczucia, bolało ją serce. Widziała w nich czerwonowłosego chłopca, który przez te wszystkie lata był odpychany, pozostawiony sam sobie, smutny, samotny, cierpiący…
     Dość.
     Uniosła niepewnie wzrok ponownie wypatrując zniszczonej i walącej się bramy, którą była wstanie zobaczyć nie jeden raz w oknie gabinetu Kazekage, gdy ojciec pozwalał jej przeszkadzać w jego obowiązkach.
     Szary, przechylony lekko łuk, po którego bokach z ledwością trzymały się drewniane skrzydła wyglądał, jakby zaraz miał odczepić się od piaskowego muru, który trzymał go resztkami owijającego się wokół niego matowego i zszarzałego piasku wymieszanego z małymi drobinkami cementu.
     - W końcu. – szepnęła dziewczyna szybciej przemierzając ścieżkę. Obraz bramy był teraz najpiękniejszym w jej życiu widokiem.
     Uśmiechnęła się lekko pod nosem wpatrując w zniszczoną konstrukcję. Z radości nie zauważyła nawet, gdy wpadła ramieniem na mężczyznę w średnim wieku o blond włosach z widocznymi zakolami i wplątanymi w kosmyki siwymi pasmami. Facet zmarszczył w niezadowoleniu czarne, małe oczka nad którymi znajdowały się duże, ciemnobrązowe brwi. Obejrzał się za nastolatką z zamiarem wydarcia się w jej stronę. W ostatnim momencie powstrzymał się jednak obserwując dokładnie czarny wachlarz. Uśmiechnął się pod nosem.
     Złotowłosa z delikatnym zachwytem wpatrywała się w bramę.
     Z bliska można było zauważyć na niej wyryte w szarym łuku ozdobne zawijasy, które sprawiały wrażenie muskających cement podmuchów wiatru. Oprócz tego mimo swego złego stanu skrywała w sobie niecodzienny dla tej wioski urok, który sprawiał, że dziewczyna miała wrażenie, że jest w innej, eleganckiej i magicznej epoce.
     - Jesteś. – delikatny głos zabrzmiał po drugiej stronie słabo wyglądającej konstrukcji. – Bałam się, że jednak nie przyjdziesz, Temari.
     Zielonooka spojrzała na czarnowłosą, której twarz zdobił delikatny uśmiech. No Sabaku przekrzywiła lekko głowę wpatrując się w oczy dziewczyny.
     - Ja… - zaczęła szukając palcami czarnego szkieletu wachlarza. – Stwierdziłam, że będzie to dla mnie dobrym wyborem. – powiedziała gdy poczuła pod palcami chłodny metal.
     Czarnowłosa uśmiechnęła się szerzej wyciągając dłoń w stronę złotowłosej. Jej palce schowane były pod materiałem sięgających prawie ziemi rękawów.
     - Nazywam się Ai no Shi. Od dzisiaj będę twoją… Opiekunką? – zastanowiła się przez chwilę przekrzywiając lekko głowę w bok, po czym znów prostując ją i układając uśmiech w trochę bardziej rodzinny, jakby matczyny. - Tak. Opiekunką. Możesz do mnie mówić Oba-san.
     Temari uniosła lekko brwi w dalszym ciągu zaciskając dłoń na wachlarzu.
     - Nie za młoda jesteś, bym tak cię nazywała? – zapytała trochę chamskim tonem. Trochę nie ufnym.
     Czarnowłosa nie zraziła się jednak. Wbiła tylko trochę intensywniej wzrok w tęczówki młodszej kunoichi, po czym nachyliła lekko w jej stronę.
     - Nie. Nie uważam tak. – stwierdziła czarnowłosa poważnie. – Obiecałam ci, że dam ci wolność. Wolność od wyrzutów sumienia. Wolność od ciężaru, jaki spoczywał na twoich barkach przez te wszystkie lata. – mówiła pozwalając, by jej delikatny głos owijał zielonooką delikatnie, niczym jej ukochany kocyk z czasów dzieciństwa. – I zrobię to. Przysięgam, że sprawię, że w końcu będziesz mogła żyć bez poczucia winy. Te obietnice mimo wszystko do czegoś obowiązują. Sprawiają, że jestem za ciebie odpowiedzialna. Wydaje mi się, że ten tytuł idealnie pasuje w takiej sytuacji.
     Temari spuściła wzrok i wbiła go w dłoń złotookiej, która cały czas była wyciągnięta w jej kierunku. Przeniosła go na swoją, w dalszym ciągu zaciśniętą na wachlarzu, którego chłód i prosta, gładka struktura sprawiały, że większość niepewności, strachu i zdenerwowania znikały, odpływały w nicość.
     - Temari no Sabaku. – chwyciła wyciągniętą dłoń czarnowłosej. – Oddaje się w twoje ręce.
     - Miło mi to słyszeć.

~***~

     Stopy złotowłosej zagłębiały się w piasku z każdym krokiem. Słońce padało bezlitośnie na jej twarz, która nie była zaczerwieniona ze zmęczenia chyba tylko dzięki temu, że urodziła się na pustyni. Jednak mimo tego jej usta były lekko uchylone i suche oraz popękane. Było to oznaką stresu, który towarzyszył jej od zawsze, oraz zmęczeniem spowodowanym przez wachlarz który ze sobą wzięła.
     Wachlarz jej matki mimo swych wielu zalet, lepszej wytrzymałości i lekkości, był zrobiony z metalu, który był niezwykle ciężki do znalezienia, oraz powodował nieliczne skutki uboczne w osobie, która w tym momencie go dzierżyła. Karura sama musiała spędzić na treningu z tym wachlarzem cztery lata, by ich nie odczuwać i obchodzić tak jak z innymi wachlarzami z których kiedyś korzystała. Temari natomiast nigdy z niego nie korzystała. Wzięła go ze sobą, gdyż jej marzeniem było nauczyć się nim walczyć, a wzięcie dwóch wachlarzy, jej oraz matki, byłoby dla niej zbyt dużym obciążeniem, które najprawdopodobniej odbiło się na jej zdrowiu w najbliższym czasie.
Czarnowłosa obserwowała dokładnie córkę zmarłego Kazekage zwracając uwagę na każdy, chociażby najmniejszy znak wskazujący na to, że dziewczyna jest zbyt zmęczona by iść dalej. Mimo iż widziała, że złotowłosa męczy się nie planowała żadnego rozbicia obozu, czy choćby krótkiego postoju w trakcie którego zielonooka mogłaby się napić. Chciała sprawdzić jej wytrzymałość na trudne chwile jak i jej odporność na zmęczenie. Dopóki no Sabaku nie ogłosi, że jest zbyt słaba i nie może iść dalej, albo nie zemdleje z wyczerpania, złotooka nie stwierdzi, że odpoczynek jest potrzebny piętnastolatce. W życiu ważnym jest znać swoje granice, a złotowłosa na pewno nie pozna ich jeśli ktoś będzie jej dokładnie mówił co ma robić.
     Temari spojrzała na swoją Oba-san czując na sobie jej intensywne spojrzenie. Nie odwróciła wzroku gdy napotkała złote tęczówki wpatrujące się w nią z uwagą i powagą.
     - Coś się stało? – zapytała nie zwalniając marszu. Zamiast tego zrównała się z czarnowłosą, która uniosła delikatnie kąciki ust z niewiadomego dla złotowłosej powodu.
     - Nie. Nic się nie stało. – zaprzeczyła no Shi odwracając wzrok i wpatrując się w piasek, który przez wiatr ułożony był w ciekawy i elegancki wzór. – Wiatr jest cudowny, nieprawdaż?
     No Sabaku przekrzywiła lekko głowę w bok nie wiedząc co odpowiedzieć. Znała złotooką dopiero od kilku godzin a już była pewna, że jest jednocześnie dojrzałą, młodą jak i nieprzewidywalną osobą.
     - Tak. – mruknęła czekając na dalsze rozwinięcie się prawdopodobnie interesującej rozmowy.
     - Jest delikatny. Łagodnie owiewa twarz pozwalając poczuć w tym gorącu choć trochę chłodu. Gdy wieje przez las z wręcz matczyną czułością porusza liśćmi drzew, otula krzewy, kwiaty, na pustyni porusza piasek niosąc go czasami w inne miejsce. – Ai śledziła wzrokiem ziarenka piasku unoszące się delikatnie za każdym razem, gdy wiatr był na tyle łaskawy, by pobawić się z nimi choć przez chwilę.
     - Tak. To prawda.
     - To zaskakujące jak w takim łagodnym żywiole może znajdować się tyle destrukcyjnej siły.
     - Nie rozumiem.
     - Wiatr jest łagodny i delikatny. Przyjemny i uroczy w swej dziecinnej radości. – stwierdziła czarnowłosa, na co Temari uniosła brwi zdumiona. Nigdy nie pomyślałaby o tym, że można w taki sposób określić tą naturę, którą dziewczyna się przeważnie posługuje. – Jednak nie można zapominać o tym, że wiatr jest kapryśnym dzieckiem. Gdy się zezłości jest w stanie połamać gałęzie, zniszczyć drzewa, spowodować burze piaskową, zburzyć domy. To niezwykłe jak bardzo nieprzewidywalnym żywiołem jest.
     - Łatwo jest nad nim zapanować. Baki-sensei…
     - Temari – przerwała dziewczynie złotooka. – To, że ty tak uważasz, nie znaczy że jest to prawdą. Zgadza się, zapanowałaś nad tym żywiołem. Jednak czy ugłaskałaś go na tyle, by móc w pełni korzystać z jego zdolności? Jedyne co nim robisz, to ścinasz lasy, niszczysz mury, ranisz innych. Pomyślałaś dlaczego tak robisz?
     Zielonooka zacisnęła lekko pięści w niezadowoleniu. Ai mówiąc tak uraziła nie tylko jej dumę. Podważyła rozumowanie wszystkich shinobi, którzy posługują się tą naturą.
     - Tajemnicą nie jest to, że wiatr jest naturą tnącą. Jest wykorzystywany do zadawania ostrzejszych ciosów oraz, tak samo jak robię ja, walczenia na odległość. – powiedziała dziewczyna chcąc bronić swój żywioł.
     - Wszyscy tak myślą. – stwierdziła no Shi zaplatając palce dłoni za plecami. – Prawda jest jednak inna. Wiatr jest taki tylko w tedy, gdy shinobi się nim posługują. Żaden ninja nie zobaczył w nim jego łagodnej strony. No bo i po co to robić? Oni walczą, więc jest im potrzebny silny żywioł. Nikomu nie przyszło jednak do głowy, że posługując się nim w taki sposób bezcześcimy go. Wiatr tak jak i niezadowolone ze swych obowiązków dziecko robi się marudny i nieprzyjemny. – wyciągnęła rękę przed siebie pozwalając by żywioł delikatnie poruszał długim rękawem jej kimona. – Ale jeśli się go ugłaska, przywiąże do siebie, sprawi, że będzie ufać swemu shinobi, to nagle okaże się, że jest wystarczająco dobry, by nie musieć być zranionym dzieckiem. Będzie z radością wykonywać swoje obowiązki pomagając w medycynie, uspokajając zszargane nerwy, ratować przed upadkiem. Nie będzie się rzucać niszcząc i kalecząc.
     Złotowłosa nie wiedziała co powiedzieć. Pierwszy raz ktoś opisał jej wiatr w taki sposób. Pierwszy raz czując go na swojej skórze nie czuła tylko ostrego powiewu.
     - Twój najmłodszy brat jest odpowiednią osobą do posługiwania się tym żywiołem. – stwierdziła czarnowłosa sprawiając, że Temari z szokiem otworzyła szeroko oczy prawie się potykając.
     - Gaara? Nie ma mowy. On nie patrzy na naturę chakry. Dla niego ważny jest tylko piasek. – westchnęła zielonooka smutniejąc na wspomnienie o swoim czerwonowłosym bracie. Zamknęła na chwilę oczy odwracając lekko twarz.
     Smutek.
     Żal.
     Wina.
     Te uczucia chyba nigdy jej nie opuszczą.
     - Dlatego jest wystarczająco silny, by panować nad nim w pełni, a nie po troszku z każdego rodzaju jak ma to w zwyczaju większość z shinobi. Ja tylko mówię, że idealnie to do niego pasuje. Mimo wyglądu odziedziczonym po ojcu naturę i zdolności w dużej mierze przejął po matce. Twój drugi brat również przejął po niej dość dużo. Trochę wyglądu, trochę umiejętności. Ty najbardziej wdałaś się w ojca, nieprawdaż?
     Temari zacisnęła dłonie w pięści zagryzając wargę zębami tak mocno, że prawie ja przegryzła. Serce biło jej mocno, tak jakby starało się połamać jej żebra.
     - Nie smuć się. Choć jedno dziecko musi być podobne do drugiego z rodziców. Powinnaś strać się dostrzegać w tym jakiekolwiek plusy. Twój ojciec był dobrym Kazekage, który starał się przywrócić wiosce dawną świetność. Jeśli nie możesz patrzeć na niego jak na dobrego rodzica, to patrz na niego jak na dobrego i sprawiedliwego Kazekage. – czarnowłosa ścisnęła ramię blondynki uśmiechając się pocieszająco. – Przyśpieszmy. Niedługo powinniśmy wkraczać na ziemię Konohy.
     - Dobrze.
~°•••°~

     - Oba-san, nie dam już rady. – sapnęła złotowłosa chwiejąc się na nogach.
     Było jej strasznie wstyd, ze musiała o powiedzieć. Zwykle silna i nigdy nie dająca po sobie poznać cierpienia kunoichi mówi, że nie da rady dłużej iść.
     Wstyd.
     Czarnowłosa spojrzała na dziewczynę wyginając usta w lekkim uśmiechu. Można powiedzieć, że była z niej dumna. I tak nie spodziewała się po niej aż tak dużo. Myślała, że no Sabaku wymięknie już jakiś dziesięć kilometrów temu, a tu proszę, dała radę. Najwyraźniej poczucie dumy i honoru jest zbyt silne i nie pozwalało jej okazać zmęczenia przez dość długo czas.
     - Nie rób takiej cierpiącej miny. Przecież cię za to nie zabije. – złotooka przechyliła lekko głowę podchodząc do pierwszego, słabiutkiego drzewka, które miało zaledwie dwa metry i siadając przy nim. – Każdy ma granicę siły, której nie może przekroczyć.
     Temari podeszła chwiejnym krokiem do drugiego drzewka, które swym wzrostem wynosiło prawie trzy metry i opadła przy nim ledwo oddychając. Czuła pod sobą delikatne źdźbła trawy, wystarczająco silne by wytrzymać przy pustyni. Rozkoszowała się powiewem chłodnego, trochę mniej suchego powietrza.
     - Oba-san… - zaczęła niepewnie zerkając na nią spod przymrużonych powiek.
     - Tak?
     - Stwierdziłaś, że Gaara jest najlepszy do panowania nad wiatrem. Prawda?
     - Tak.
     - To jaki żywioł pasuje do mnie?
     Czarnowłosa spojrzała trochę zdziwiona na złotowłosą. Nie spodziewała się, że dziewczyna tak szybko zada jej takie pytanie. Miała nadzieje, że będzie mogła jej odpowiedzieć na takie pytania dopiero w miejscu, do którego zmierzają.
     Złotooka spojrzała w stronę, której horyzont zdobił zarys lasu, który był jeszcze jakiś kawałek stąd. Westchnęła i wytężyła wzrok zauważając nad drzewami szare chmury.
     - Nad lasem będzie padać. Może będzie burza? – mruknęła zamiast odpowiedzi, na co Temari z niezadowoleniem odwróciła głowę w drugą stronę. – Pioruny są pasjonujące, czyż nie? Błyskawice są lśniące i ostre. Nieujarzmione. Tylko niektórzy mają wystarczającą odwagę, by się do nich zbliżyć.
     Złotowłosa zmarszczyła zdziwiona brwi opierając się przedramionami o ziemię i unosząc lekko tułów. Z zaciekawieniem spojrzała na czarnowłosą, która uśmiechnęła się do niej promiennie.
     - Jak myślisz, trzeba być odważnym, by zbliżyć się do dziewczyny takiej jak ty? Mi się wydaje, że raczej tak.
     Temari uniosła kąciki ust.

   

* Cytat znaleziony na stronie: https://szukaj.cytaty.info/mysli/ucieczka.htm
** jap. koniec

OD AUTORKI: Witajcie :) I z miejsca przepraszam :( Bardzo przepraszam za to, że wcześniej nie wstawiłam rozdziału, ale mój laptop... wykitował i musiałam przywrócić go do życia... No niestety. Ale kończę na razie ze smutkiem, życzę wesołych reszty wakacji i pozdrawiam najserdeczniej jak tylko mogę :)

Dziękuję Dobremu, przechodzącemu duchowi (Anonimowi), za napisanie mi co mam zrobić, by czcionka wyglądała normalnie :) No i tego duszka serdecznie pozdrawiam :)